Dubrownik kreatywnie | #6 dzień autostopu

Kwi 30, 2020 | travels

Albania autostop trip, #6 dzień, 28 kwietnia 2019 r.

Po pięciodniowej, dzikiej przeprawie zrzucamy plecaki, brudne łachmany i autostopowy stan umysłu. Co niepotrzebne zostawiamy w apartamencie położonym przy słynnych schodach z Gry o Tron. Bierzemy aparat, wolne od pośpiechu umysły i kreatywne serca.

Dubrownik

Przez stulecia przeżył niejedno oblężenie, jednak od średniowiecza Stari Grad, czyli Stare Miasto pozostaje prawie niezmienione. Nie bez powodu kręcono tu adaptację sagi „Pieśń lodu i ognia”. Olbrzymie mury obronne, kamienne uliczki, ciasne przesmyki, wyślizgane schody. To miasto to kolos. Piękny kolos. Na zwiedzanie wszystkich jego zabytków, można poświęcić pewnie kilka dni – my mamy jedno słoneczne popołudnie, więc bez mapy zanurzamy się w wąskie uliczki. Wczuwamy się w rytm miasta i po prostu dajemy się mu prowadzić. Zaglądamy w boczne zaułki i wszystkie zakamarki. W grubych murach odkrywamy przesmyk z punktem widokowym na błękitny Adriatyk. Szwendamy się między kamiennymi domami ze starymi, drewnianymi okiennicami. Nad nami wiszą sznury z praniem, a co rusz trafiamy na wylegującego się kota. Światło w tym mieście sprzyja kreatywności. Piaskowo-jasne mury i posadzki jednych rażą po oczach, a drugim dają naturalną blendę do zdjęć. Na głównym deptaku odbywa się akurat pokaz mody. Wokół rozbrzmiewa muzyka, więc tanecznym krokiem przechodzimy przez starówkę i znów nurkujemy w ciasne uliczki.

Codzienna kreatywność

Nasza ciekawość doprowadza nas do odkrycia miejsca, którego nie znajdzie się w przewodnikach. Boisko do koszykówki wciśnięte między kamiennymi murami, z widokiem na miasto i Adriatyk. Magazyn F5 wpisuje to miejsce do listy najpiękniejszych boisk. Zainspirowani przez tę scenerię nagrywamy kilka filmów, robimy zdjęcia. Uwielbiam przejawy codziennej kreatywności. Fascynuje mnie, gdy ludzie swobodnie wyrażają się na swój własny, kreatywny sposób. Kreatywność, którą każdy bez wyjątku ma w sobie, może mieszać się z moją kreatywnością oraz innych.  Bycie częścią takiego twórczego organizmu jest czymś wspaniałym. W fotografowaniu, podróżowaniu, gotowaniu, nauce, rozmawianiu czy podczas najzwyklejszego dnia spędzonego we własnym mieszkaniu. Myślę, że w obecnym czasie kwarantanny spowodowanej przez COVID-19, kreatywność, która drzemie w każdym z nas, może nas uchronić przed stagnacją, rutyną i marazmem całej tej sytuacji. Każdy na swój sposób JEST twórczy i kreatywny. Taka jest nasza natura. Wierzę, że zostaliśmy stworzeni do tworzenia. Kiedy tworzymy, wtedy żyjemy. Kiedy wyrażamy swoją kreatywność, możemy spotkać się z kreatywnością drugiej osoby. W tworzeniu możemy być wolni tak jak dzieci. Fascynuję się sztuką, jej historią, artystami, kanonami i dziełami, które wyróżniane są przez znawców tej dziedziny. Ale jest coś niezwykłego w twórczości wolnej od ram i schematów. Wolnej od myślenia o poprawności i ocenie. Może nie każde dzieło z tego typu procesu twórczego jest warte ściany w Luwrze, albo nawet ramki w moim pokoju, ale nie o to w nim chodzi. Gdy obserwuję dzieci, to dostrzegam, że kreatywność po prostu z nich wypływa, a one czerpią z tego radość. Po prostu. Wymyślają historie, rysują swoje wyobrażenia, bawią się, tworzą, wchodzą ze sobą w interakcje. Nie ma w nich strachu przed opinią i krytyką. Ich serca są wolne. Czy wynika to z tego, że nie potrzebują poszukiwać swojej tożsamości w swoich dziełach, a odnajdują ją w akceptacji rodziców? Nie wiem, to tylko moje refleksje. Nie jestem pedagogiem, ale dzieci są fascynujące. Dobrze jest odkryć to beztrosko twórcze dziecko, które cały czas w nas mieszka i chce się wyrażać – czy to na słonecznym boisku w Dubrowniku, czy we własnym mieszkaniu, gdy deszcz za oknem.

Autostopowy stan umysłu

Po kreatywnym czasie w Dubrowniku przyszedł czas na kreatywne łapanie autostopu. Jednak wydostanie się z tego miasta, szczególnie z 15-kilogramowym plecakiem, nie należy do najłatwiejszych zadań. Z pięknych i pachnących turystów w Dubrowniku, szybko musimy wskoczyć w stan umysłu autostopowicza. 1100 schodków do pokonania, aby znaleźć się na głównej drodze. Na dużym banerze leżącym przy drodze piszemy „Montenegro” i rysujemy dwugłowego orła z albańskiej flagi (dziwny stwór). Zostało już tylko 520 km. Przed nami droga przez Czarnogórę i przejazd przez całą Albanie, aby dotrzeć do naszego głównego celu – Sarandy. Mimo że rozpoczynamy dziś dopiero o 16.00, to liczymy na owocne autostopowanie do zachodu słońca. W takim czasie można przejechać jeszcze wiele kilometrów. Od Dubrownika do granicy z Czarnogórą dzieli nas tylko 40 km. Niestety. Tego dnia nie wydostajemy się z Chorwacji. Nie wydostajemy się nawet z okolic Dubrownika. Nasza podróż zbiega się z Wyścigiem Autostopowym z Poznania, więc mamy niezłą konkurencję. Po trzech godzinach stania przy Dubrowniku zatrzymuje się przy nas taksówkarz, który oferuje przejazd za pieniądze. Po naszej odmowie proponuje nam darmowy przejazd na lotnisko oddalone o 20 km od Dubrownika. Słońce zachodzi, a szanse na złapanie kolejnego stopa maleją. Nie ustajemy jeszcze przez dwie i pół godziny, a na pocieszenie idziemy do pobliskiej budki z kebabem. Kreatywność nie opuszcza nas aż do teraz. W tym zacnym klimacie podejrzanie wyglądającej, przydrożnej budki odnajdujemy artystyczne zależności. Wielka buła na ścianie, naklejki chorwackich kibiców i teledyski chorwackiego disco – to wszystko układa się w jednolitą kompozycję z granatowym dresem Dawida i jego trochę zmęczonym, a jednak pełnym szczęścia spojrzeniem na nadchodzący posiłek. Po tej sesji i kolacji w przydrożnym kebabie już nic lepszego nie może się wydarzyć. Rozkładamy namioty w krzakach pod płotem lotniska i z nadzieją bycia niezauważonym przez nikogo z wieży lotów, kładziemy się spać. Może jeszcze nadejdzie taki dzień, kiedy znowu będziemy mogli być zwykłymi turystami, ale póki co, musimy się odnaleźć w autostopowym stanie umysłu.